" Było to w dniu, w którym zmarł mój ojciec. To był ponury, zimny i wietrzny styczniowy dzień. W maleńkiej sali szpitalnej podtrzymywałem go w swoich ramionach, gdy nagle jego oczy rozszerzyły się z wyrazem lęku, jakiego nigdy przedtem nie widziałem. Byłem pewien, że anioł śmierci wkroczył do pokoju. Wtedy ojciec osunął się, a ja delikatnie ułożyłem jego głowę na poduszce. Zamknąłem mu oczy i powiedziałem do mojej matki, która modląc się siedziała przy łóżku :
-Skończyło się, mamo. Tata umarł.
Przeraziła mnie. Nidy się nie dowiem , co miały znaczyć jej pierwsze słowa po śmierci ojca, skierowane do mnie.
-Och, on był taki dumny z ciebie! Bardzo cię kochał!
Zrozumiałem,że słowa te znaczyły coś bardzo ważnego. Były jak grom z jasnego nieba, niby myśl wstrząsająca, jakiej dotąd nigdy jeszcze nie doznałem. Wyczułem w nich wyraźne ostrze bólu, jakbym miał poznać mego ojca o wiele lepiej po śmierci, niż kiedykolwiek znałem go za życia.
Później, gdy lekarz badał jego zwłoki, cicho płakałem,oparty plecami o ścianę, w najdalszym kącie pokoju. Podeszła do mnie pielęgniarka i pocieszająco objęła mnie ramieniem. Chociaż łzy nie pozwalały, chciałem jej powiedzieć:
-Nie dlatego płaczę, że tata umarł. Płaczę, bo nie powiedział mi nigdy,że był ze mnie dumny. Nigdy nie powiedział mi,że mnie kocha. Tak, domyślałem się tego. Spodziewałem się usłyszeć jak wielką rolę odegrałem w jego życiu i jak bardzo zapadłem mu w serce, lecz on nigdy mi tego nie powiedział!"
Wzruszające, nieprawdaż?
Tekst ten dotarł do głębi mego serca. Sprawił, iż znowu zaczęłam zastanawiać się nad istotą życia - czyli miłością. Zadałam sobie kilka pytań i próbowałam znaleźć na nie odpowiedź. Lecz to nie jest takie łatwe..Prawdą jest, że nie wiemy kiedy przyjdzie "nasz czas" . Teraz mogę być- za chwilę już nie. Wystarczy chwila. A nikt nie zna swego losu. który zapisany jest gdzieś na Górze. Więc, czy nie będę żałować,że nie powiedziałam tego, co tak bardzo chciałam powiedzieć? Będę bić się z myślami, że "mogłam , a nie zrobiłam." Takie myśli najczęściej krążą w głowach każdego, kto jest na pogrzebie kogoś bliskiego, znajomego, rodziny..Wtedy dopiero uświadamiamy sobie, że tak naprawdę niewiele rozmawialiśmy, spotykaliśmy się, niewiele o nim wiemy. A przecież tak "niewiele" trzeba było, aby to zmienić. Lecz wtedy jest już za późno.
Chciałabym żyć tak, aby niczego w życiu nie żałować. Gdy jednak przypominam sobie pewne zdarzenia z przeszłości, gdybam sobie: czy gdybym wtedy postą

iła inaczej, zrobiła inaczej, poszła inną drogą.. czy dziś byłoby tak samo?czy też lepiej/gorzej?
Nie ukrywaj swoich uczuć. Kochaj tylko tych, którzy warci są Twojej miłości. Nie bój się wyznawać tego, czo czujesz. Bo kiedyś może być za późno..-czy nie będziesz tego żałować?
"Spieszmy się kochać ludzi- tak szybko odchodzą."